Lenovo IdeaPad Y70-70
Słowo wstępu
Notebooki stają się coraz większą konkurencją dla klasycznych desktopów. Niektóre z nich oferują znacznie większą moc niż niejeden komputer stacjonarny, a są przy tym dużo bardziej mobilne. Nie jest jednak żadną tajemnicą, że z im większa moc, tym potężniejsze gabaryty oraz – nierzadko – gorsza kultura pracy. Znalezienie złotego środka pomiędzy tymi parametrami bywa nieraz trudne i tylko nieliczne urządzenia są w stanie mierzyć siły na zamiary.
Testowany przez nas model jest na to najlepszym dowodem: pod względem wydajności jest w stanie prześcignąć większość konkurentów, ale trzeba było za to zapłacić spadkiem mobilności oraz problemami z właściwym chłodzeniem podzespołów. To zaś sprawia, że Lenovo Y70-70 jest doskonałym zamiennikiem dla domowego komputera, ale nie sprawdza się zbyt dobrze jako towarzysz podróży.
Specyfikacja
[table id=7 /]
Pełne specyfikacje dostępnych konfiguracji znajdziecie na stronie produktu w sklepie gameragon.pl
Obudowa i solidność wykonania
Pod względem estetyki notebookowi trudno cokolwiek zarzucić – ogólny design i sposób profilowania sprawiają bardzo dobre wrażenie. Kształt obudowy i jej elementów przywołuje skojarzenia z drogimi markami samochodów – zwłaszcza głośniki przypominające tylnie światła stylowego auta. Zdecydowanie jest na czym zawiesić oko.
Pełno tutaj ostrych kątów, przez co urządzenie wydaje się być „wycięte” z jednego bloku tworzywa. Dla większego bezpieczeństwa narożniki zostały jednak odpowiednio zaokrąglone, dzięki czemu nie zrobimy sobie krzywdy. Czarno-czerwony układ kolorystyczny jest dość oszczędny, ale odpowiednio agresywny. Słowem – jest bardzo dobrze.
Jeszcze lepsze wrażenie odnosi się po otworzeniu notebooka – klawisze mogą działać w dwóch różnych trybach podświetlenia, a matowa obudowa przypomina twardą gumę, przez co pozwala na komfortowe cieszenie się zabawą przez dłuższy czas. Taki dobór materiału sprawia także, że nie zostawiamy śladów na wewnętrznej części komputera, a nasze dłonie nie pocą się. Aby trwale pobrudzić taką obudowę, musielibyśmy mieć bardzo tłuste dłonie albo rozlać na nią jakiś napój. Również touchpad jest miły w dotyku i całkiem funkcjonalny, chociaż oba klawisze znajdują się na tej samej płytce co gładzik.
Złego słowa nie da się także powiedzieć o sparowaniu poszczególnych elementów – wszystko zostało perfekcyjnie połączone, przez co w szczeliny nie wetkniemy nawet skrawka papieru. Z drugiej strony warto docenić fakt, że śruby scalające obudowę są dość łatwo dostępne, dzięki czemu dotarcie do wnętrza komputera nie powinno sprawić nikomu większego problemu.
Rzut oka na boczne panele pozwala zauważyć szereg złączy – trzy USB (w tym dwa w wersji 3.0), jedno HDMI oraz LAN, a do tego dwa wyjścia audio (osobne dla mikrofonu i słuchawek). O bezpieczeństwo możemy zadbać przy pomocy blokady Kensingtona, a czytnik kart pamięci zastąpił dysk optyczny (dzięki temu urządzenie jest względnie cienkie). Warto wspomnieć, że w otrzymanym przez nas zestawie znalazła się także zewnętrzna nagrywarka DVD +/- RW, która ogólnym designem przypomina resztę komputera.
Umiarkowanie pozytywny element stanowią także zawiasy – są na tyle silne, że pozwalają utrzymać ekran na stabilnym poziomie, ale maksymalny kąt odchylenia wynosi zaledwie 135 stopni. Większości użytkowników powinno to wystarczyć, ale daleko tutaj do uniwersalności.
Największą bolączką estetyczną komputera jest jego wierzchnia klapa. Wykonano ją ze szczotkowanego, błyszczącego metalu – jak łatwo się domyśleć, szybko pojawiają się na niej ślady po naszych palcach. Złośliwcy mogliby wręcz stwierdzić, że notebook zbiera odciski lepiej niż niejeden detektyw – i nie byłoby to znaczną przesadą. Bez ściereczki lub futerału się tutaj nie obejdzie.
Mieszane uczucia budzi także dotykowa matryca IPS, która mocno odbija światło, a przy tym błyskawicznie zapełnia się odciskami palców. Co gorsza, wylot wentylacji ulokowano tuż pod nią (a nie np. na tylnym, pustym panelu), przez co ekran szybko staje się ciepły i niemiły w dotyku. Nasze palce są więc intensywnie ogrzewane podczas pracy – niestety taką funkcję docenimy dopiero w trakcie intensywnej zimy.
Nie da się ukryć, że urządzenie jest dość masywne – sam notebook waży 3,4 kg, a zasilacz dokłada dodatkowe 590 g. W połączeniu z dość dużymi rozmiarami nie czyni to z niego wymarzonego lokatora w naramiennej torbie.
Osprzęt i głośniki
W notebooku zamontowano klawiaturę wyspową o czerwonym, dwustopniowym podświetleniu. Klawisze są miłe w dotyku i cechują się delikatnym skokiem bez niemiłego, plastikowego finiszu. Obecna jest także klawiatura numeryczna, chociaż skrytykować można jej umiejscowienie – wyraźnie nachodzi na strzałki, które nie są od niej w żaden sposób odseparowane. Również klawisz Enter jest odrobinę za mały, ale to już bardziej kwestia przyzwyczajenia niż realnego problemu.
Pochwalić można głośniki – jak na standardy notebookowe, jakość dźwięku jest naprawdę niezła. Eksplozje brzmią wybuchowo, a kule świszczą jak należy. Przy maksymalnych ustawieniach głośności dźwięk słychać również w drugim pokoju – chociaż nie na tyle, aby przeszkadzało to domownikom. Również basy prezentują się zadowalająco, jednak bardziej wymagający gracze i tak powinni nastawić się na kupno słuchawek lub osobnych głośników.
Niczym szczególnym nie zaskoczył nas touchpad o matowej, przyjemnej w dotyku powierzchni. Na tej samej płytce zamontowano dwa niewyróżniające się przyciski, a całość znajduje się w lekkim wgłębieniu. Urządzenie jest odpowiednio czułe, chociaż przy intensywniejszym klikaniu wydaje nieprzyjemne dźwięki. Trzeba odnotować fakt, że osoby leworęczne (jak autor tego tekstu) będą często dotykać gładzika wbrew własnej woli – przesunięto go bowiem w lewo, prze co dłoń wciskająca klawisze WSAD będzie co chwilę muskać jego powierzchnię.
Dość negatywne wrażenie zrobił na nas zewnętrzny napęd optyczny, podłączany za pomocą kabla USB – miniUSB. Urządzenie jest znacznie głośniejsze od samego notebooka i potrafi zagłuszyć niejedną piosenkę, o dialogach w grze czy filmie nie wspominając. Przy maksymalnych obrotach płyta wirowała tak intensywnie, że wibracje były odczuwalne w całym biurku. Hałas przerwał rozmowę naszych redaktorów o bardzo ważnych sprawach, dotyczących życia, śmierci oraz nowych seriali – a to strata nie do powetowania.
Matryca
Matrycę Lenovo Y70-70 wykonano w technologii IPS, dzięki czemu mamy do czynienia z bardzo szerokimi kątami widzenia, dobrym kontrastem, dużym pokryciem palety barw sRGB oraz mocnym podświetleniem. Są to bardzo ważne i przydatne zalety, ale z dziennikarskiego obowiązku wypada także przypomnieć, że matryce tego typu dość mocno odbijają światło – przez to zabawa na świeżym powietrzu może być problematyczna. Co większych wrażliwców może także przerazić obecność własnego odbicia w ekranie, ale spokojnie – chirurgia plastyczna potrafi zdziałać cuda.
Notebook oferuje rozdzielczość Full HD, co przy optymalnej jak na laptopy gamingowe przekątnej 17,3 cala stanowi bardzo dobre połączenie. Urządzenie wyposażono także w ekran dotykowy, co docenią koneserzy tego typu rozwiązań, jednak ze względu na duży rozmiar oraz wagę urządzenia używanie go w charakterze tabletu nie jest szczególnie wygodne. W ogóle mazanie palcami po ekranie przeznaczonym do intensywnego grania wydaje się być dość dziwnym pomysłem: matryca szybko zapełni się odciskami palców, przez które ledwo dojrzymy przygody Geralta czy Batmana.
|
Parametry matrycy: • luminancja: 305 cd/m2 • kontrast: 640:1 • czerń: 0,48 cd/m2
Zakres kolorów: • sRGB: 93% • NTSC: 67% • AdobeRGB: 72% |
Szczegółowy pomiar: |
Kąty widzenia matrycy: |
Testy wydajności
Jeśli chodzi o moc komputera, to nie ma tu żadnych wątpliwości – czterordzeniowy procesor Intel Core i7 4720HQ jest na tyle wydajny, że poradzi sobie z praktycznie każdą grą. Osiem wątków, taktowanie maksymalne 3,6 GHz oraz 6MB pamięci cache to ponadprzeciętne parametry, które zadowolą niejednego gracza. Potwierdzają to także testy wykonane w benchmarkach Cinebench.
Bardzo pozytywne wrażenie robi także karta graficzna. GeForce GTX 960M gwarantuje bardzo wysoką wydajność w grach, nie zwiększając przy tym grubości notebooka. Dzięki jej wysokim parametrom możliwe jest cieszenie się najbardziej wymagającymi grami na normalnych ustawieniach graficznych (realne spadki płynności pojawiają się dopiero w trybie high, a poważniejsze – ultra). To samo można powiedzieć o kościach pamięci RAM, które aż nadto wystarczają do komfortowego grania. Z tych względów Lenovo Y70-70 doskonale sprawdził się w testach wydajności graficznej i ogólnej.
W przypadku tego modelu nie sposób zapomnieć o twardym dysku – notebook może poszczycić się obecnością wydajnego SSD o pojemności 512 GB. Trzeba przyznać, że czyni on ogromną różnicę – zarówno sam system, jak i gry wczytują się znacznie szybciej, a przepustowość danych jest godna pozazdroszczenia. Ogólny skok jakości jest tutaj naprawdę powalający. Mimo pozorów to właśnie ten element konfiguracji stanowi jeden z najmocniejszych punktów wyróżniających Lenovo Y70-70 na tle konkurencji oraz wielu poprzednich modeli.
Wyniki w benchmarkach są istotne, ale nic nie oddaje jakości sprzętu tak, jak realne testy w grach. Trzeba przyznać, że Lenovo Y70-70 wyszedł z tej walki z niebywałą klasą. Jeśli chodzi o ustawienia minimalne i normalne, to wszystkie gry chodziły jak złoto – nie było najmniejszych problemów, a obraz pozostawał płynny i dynamiczny nawet podczas najbardziej intensywnych akcji z wykorzystaniem wielu obiektów oraz silnika fizycznego.
Wydajność w grach
Wyniki w benchmarkach są istotne, ale nic nie oddaje jakości sprzętu tak, jak realne testy w grach. Trzeba przyznać, że Lenovo Y70-70 wyszedł z tej walki z niebywałą klasą. Jeśli chodzi o ustawienia minimalne i normalne, to wszystkie gry chodziły jak złoto – nie było najmniejszych problemów, a obraz pozostawał płynny i dynamiczny nawet podczas najbardziej intensywnych akcji z wykorzystaniem wielu obiektów oraz silnika fizycznego.
Pierwsze spadki wydajności zaczęły pojawiać się na ustawieniach wysokich – głównie w Wiedźminie 3 oraz GTA V. Nie były to jednak problemy z gatunku poważnych: po prostu od czasu do czasu pojawiało się smużenie, momentami zabrakło też jakiejś klatki w animacji. Wymagający gracze będą kręcić nosami, ale przeciętny odbiorca przejdzie nad tym do porządku dziennego.
Z ustawieniami ultra było już różnie – dlatego opisaliśmy je osobno dla każdej z gier.
Maksymalne ustawienia Batman: Arkham Origins to nie lada zagwozdka dla komputera – zaawansowany Ambient Occlusion oraz PhysX to miłe dodatki, ale przejście z filtrowania FXAA na TXAA poskutkowało ponad dwukrotnym zmniejszeniem ilości wyświetlanych klatek. Trzeba jednak pamiętać, że różnica pomiędzy tymi dwoma technikami filtrowania obrazu jest ledwie zauważalna – stanowi opcję dla największych entuzjastów. Gdyby pozostać przy prostszej metodzie i włączyć wszystkie efekty, płynność gry nadal byłaby świetna.
Jeśli chodzi o Lord of the Rings: Shadow of Mordor, to gra była zupełnie płynna na wszystkich możliwych ustawieniach. Opcja ultra bynajmniej nie zaskoczyła notebooka, który szybko uniósł rękawicę i stoczył godną walkę z zaawansowanymi efektami świetlnymi, dynamicznymi rozmyciami oraz teksturami w wysokiej rozdzielczości. Gra wyglądała zjawiskowo, nie odnotowując wyraźniejszych spadków.
Podobnie ma się sprawa z Hitman: Absolution. Łysy zabójca przy maksymalnych ustawieniach nie mógł narzekać na jakiekolwiek spowolnienia, spadki klatek czy zbyt długie doczytywanie tekstur. Wszystko było zabójczo ostre i wyraźne.
Szczególną uwagę warto zwrócić na Total War: Rome II – grę, która z racji kiepskiej optymalizacji potrafi wczytywać sejwy przez ponad minutę. Tutaj ten problem co prawda nie przestał jeszcze istnieć, ale został znacznie ograniczony. Zarówno sama gra, jak i wszystkie stany zapisu, bitwy, ekrany ładowania etc. doczytują się znacznie szybciej, w czym można upatrywać zasługi dysku SSD. Na ustawieniach ultra gra chodziła na tyle nieźle, że postanowiliśmy uruchomić ją w sugerowanej przez Creative Assembly konfiguracji extreme. Oczywiście gra na tego typu ustawieniach całkowicie mija się z celem (grafika wygląda doskonale, ale spadek płynności jest bardzo wyraźny) – trzeba jednak pamiętać, że istnieje bardzo wąskie grono komputerów, które byłby zdolne udźwignąć ten ciężar. Za sam fakt podjęcia walki należy się Lenovo medal za odwagę.
Bardzo pozytywnie można się także wypowiedzieć o Project CARS – nie odnotowaliśmy najmniejszych spadków wydajności, nawet przy najwyższych ustawieniach grafiki. Samochody śmigały błyskawicznie, a obraz w każdej sytuacji pozostawał krystalicznie czysty i płynny.
Wiele dobrego można także powiedzieć o GTA V – na normalnych ustawieniach wszystko grało i buczało, a pierwsze problemy zaczęły pojawiać się dopiero na opcjach high. Przycięcia i klatkowanie zdarzały się podczas co gorętszych akcji, pościgów oraz w trakcie lotu, ale nie były to duże problemy. Trzeba pamiętać o skali gry oraz jej wysokich wymaganiach – ogrom Los Santos jest w stanie wchłonąć moc niemal dowolnego komputera.
Na koniec warto zatrzymać się przy Wiedźminie 3. Wyniki podane w tabeli zdają się sugerować, że gra staje się niezbyt grywalna już na normalnym poziomie grafiki, o wyższych konfiguracjach nawet nie wspominając. W rzeczywistości sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Chociaż twarde liczby zdają się świadczyć o tym, że komputer dawno się już poddał, to jednak nie zauważyłem wyraźnych spadków płynności na średnich ustawieniach grafiki. Nawet przy wysokiej konfiguracji dało się grać, chociaż nie było to już zbyt komfortowe. Ostatecznie Wiedźmin 3 przestawał współpracować dopiero przy opcji ultra, którą przeznaczono dla najwydajniejszych maszyn na rynku – wówczas faktycznie dało się zaobserwować pokaz slajdów.
Kultura pracy
W temacie komfortu użytkowania Lenovo Y70-70 nie ma się niestety czym pochwalić. O ile przeglądanie Internetu i korzystanie z mało wymagających aplikacji nie angażuje jeszcze za bardzo podzespołów, o tyle bardziej zaawansowane gry wymuszają już włączenie stosunkowo głośnych wiatraczków. Co prawda 48 dB to nie jest jeszcze hałas, który mógłby na dłuższy czas odwrócić uwagę gracza od jego ulubionego tytułu, ale z pewnością jest zauważalny.
Chłodzenie komputera nie wypada szczególnie dobrze – poza dziwnie umieszczonym ujściem systemu wentylacji (tuż pod matrycą), od razu zauważalna jest także nadmierna emisja cieplna. Temperatura klawiatury pod pełnym obciążeniem praktycznie nigdy nie spada poniżej 43°C – a to wartość, którą da się odczuć praktycznie natychmiast. Co dziwne, najgorętsza jest zwykle ta część klawiatury, w której umieszczone są klawisze WSAD oraz kilka pierwszych cyfr. Każdy gracz przyzna, że jest to wyjątkowo niefortunny zbieg okoliczności.
|
Pulpit – niewielkie obciążenie |
Pulpit – duże obciążenie |
Spód – niewielkie obciążenie |
Spód – duże obciążenie |
Czas pracy na baterii
Mieszane uczucia budzi także funkcjonowanie notebooka na baterii. Podczas intensywnego grania możemy liczyć na nieco ponad godzinę zabawy – w naszym teście Y70-70 wytrzymał 63 minuty bez dostępu do gniazdka z prądem. Dużo lepiej prezentują się natomiast wyniki dotyczące przeglądania Internetu (233 minuty) oraz stanu spoczynkowego (456 minuty) – tutaj osiągi są więc całkiem zadowalające. Jeśli zależy nam na mobilnym gamingu, powinniśmy się jednak wyposażyć w osobny power bank.
Podsumowanie
Mimo kilku większych lub mniejszych potknięć, Lenovo Y70-70 można polecić każdemu graczowi, który wyżej ceni wydajność w grach niż samą mobilność komputera. Notebook bez problemu wytrzymuje konkurencję z niejednym gamingowym desktopem ze średniej, a nawet średnio-wysokiej półki. Za takie osiągi płaci się jednak zwiększoną emisją ciepła oraz umiarkowaną hałaśliwością – nie są to jednak problemy nie do przeskoczenia. Zdecydowanie bledną wobec możliwości odpalenia wymagających gier na wysokich ustawieniach.
Jeśli naszym celem jest zakup notebooka, na którym przez kilka kolejnych lat będzie można pograć we wszystko, to Lenovo Y70-70 jest inwestycją zdecydowanie wartą rozważenia. Z drugiej strony warto pamiętać, że nowszy model z tej samej serii – Lenovo Y700 – jest opcją zdecydowanie korzystniejszą.
[table id=8 /]
Zachęcamy do zapoznania się z ofertą Lenovo IdeaPad Y70-70 w sklepie gameragon.pl









































